Truskawki nie tylko na wiosnę

Facebooktwitterrss

Każdy z nas zna smak truskawki, ale zwykle kojarzy się on z czerwcem. Obecnie koszty transportu obniżyły się do tego stopnia, że mamy w sklepach nie tylko owoce z Hiszpanii, ale nawet z Ameryki Południowej. Panuje powszechne przekonanie, że truskawki spoza Polski są niesmaczne i do tego dobre są tylko w czerwcu.

Smak truskawek zależy nie tyle od temperatury co od ilości światła, a dokładniej promieni UV, które powodują powstawanie cukrów w owocach. Więc uprawa tych owoców w szklarniach w Polsce nie ma sensu bez doświetlania, gdyż w przeciwnym przypadku będą niewystarczająco słodkie i zostaną uznane za niedobre. Ale w Hiszpanii, na mniejszej szerokości geograficznej w marcu, czy kwietniu jest więcej słońca niż w Polsce. Zatem owoce dojrzeją wcześniej i będą tak samo smakować jak krajowe. Podobnie jest z truskawkami z Ameryki Południowej, tylko że z racji położenia na kuli ziemskiej, one dojrzewają w grudniu. Należy jednak wystrzegać się hiszpańskich truskawek w marcu, ponieważ nawet tam jest wtedy zbyt mało słońca i można wątpić w ich sztuczne doświetlanie.

Truskawki na krzaku
Truskawki

W Polsce truskawki uprawia się w gruncie lub w nieogrzewanych tunelach foliowych. Gruntowe dojrzewają od drugiej połowy czerwca, a w tunelach nawet miesiąc wcześniej. Powszechnie uważa się, że owoce z upraw gruntowych są lepsze, bo tak samo uprawiała babcia, ale nie ma nic bardziej mylnego. Podstawowym problemem są choroby grzybowe, którym sprzyjają opady deszczu, tak częste w okresie dojrzewania owoców. Są dwie metody rozwiązania tego problemu: opryski i uprawa pod osłonami. W tunelach deszcz nie pada na owoce i dzięki temu są one zdrowsze bez stosowania chemii.

Wszyscy pamiętamy, że truskawki często są brudne i trzeba je umyć przed jedzeniem, aby nie najeść się piachu. Mycie miękkich owoców powoduje, że szybko się psują, dlatego należy je moczyć w wodzie bezpośrednio przed jedzeniem, a nie po przyniesieniu do domu. Aby rozwiązać ten problem i przedłużyć przechowywanie truskawek producenci uprawiają rośliny na matach, na słomie lub na folii. Dzięki temu owoce nie mają styczności z ziemią i naturalnie są czystsze.

Wiele razy jadłem hiszpańskie truskawki i w rzeczywistości te sprzedawane w kwietniu smakują podobnie do polskich. Jadłem również owoce z Argentyny w grudniu i również tylko nieznacznie się różnią. Natomiast truskawki z Hiszpanii w lutym są bardzo wodniste i kwaśne. Cukru w nich jest zdecydowanie za mało.

Teraz już wiem jak to smakuje.

Wino jabłkowe to nie to samo co jabol

Facebooktwitterrss

W Polsce udokumentowane tradycje winiarskie sięgają średniowiecza. Wielu z nas na pewno pamięta ze szkoły twórczość Jana Kochanowskiego i jego zachwyty nad winiarstwem i życiem na wsi. Czy wtedy powstało pierwsze wino jabłkowe? Wątpliwe. Najprawdopodobniej było to znacznie wcześniej, ale w czasach Kochanowskiego piło się wina gronowe. Dopiero czasy PRL przyniosły rozkwit domowej produkcji win i innych napojów alkoholowych na bazie łatwo dostępnych owoców. W Polsce lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych nastąpił silny rozwój sadownictwa. W tamtych czasach była dopuszczona, a nawet preferowana indywidualna działalność rolnicza, a nie tylko spółdzielcza i państwowa jak wcześniej. Wszystko to spowodowało zainteresowanie wyrabianiem napojów alkoholowych z jabłek. Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych pojawiły się kartki na alkohol i w związku z tym jego limitowanie. Jednocześnie wtedy zakłady przetwórstwa owocowo warzywnego osiągały maksimum swoich możliwości produkcyjnych. Produkowano dużo tanich i niskiej jakości trunków z lokalnych owoców, potocznie zwanych jabolami. W tamtych czasach nie było chłodni z atmosferą ochronną, więc wszystkie jabłka, które zaczynały się psuć trafiały do butelki. Ponieważ używano owoców porażonych chorobami, to niezbędne było ich odkażenie. Odbywało się to przez dodanie pirosiarczynu potasu w dużych ilościach. Stąd charakterystyczny zapach lotnego tlenku siarki. Produkcja mocno podupadła w latach dziewięćdziesiątych wraz z pojawieniem się możliwości importu tanich win gronowych z Włoch.

Zgodnie z obecnym prawem wino to napój alkoholowy uzyskany wyłącznie ze sfermentowanego soku z winogron. Więc formalnie nie ma czegoś takiego jak wino jabłkowe. Dlatego nie znajdziemy go na półkach w sklepie. Na własny użytek można produkować wina bez ograniczeń. Dlatego wino jabłkowe można kupić na kiermaszach regionalnych, na targach lub zrobić samemu.

Wino jabłkowe
Wino jabłkowe

Smak wina jabłkowego zależy od jakości owoców. Chore jabłka są wykluczone. Przyjęło się, że wina owocowe muszą być słodkie, ale to nie prawda. Można zrobić zarówno słodkie jak i wytrawne wina owocowe. Nawet najsłodsze jabłka mają o połowę mniej cukrów niż winogrona, więc dosładzanie jest niezbędne, a końcowy efekt zależy od intencji producenta. Kolor zależy od odmiany jabłek, a klarowność od czasu dojrzewania.

Próbowałem wino z jabłek odmiany Szampion. Było to wino wytrawne, dojrzewające rok w szklanych gąsiorach. Muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczony. Barwą nie odbiega od dobrych win francuskich, smak również jest poprawny, ale z lekką nutą goryczy pozostałą po mineralnym odkwaszaniu. Pijąc wino z zatkanym nosem nie można wywnioskować z jakich owoców powstało. Dopiero zapach je zdradza – jest wyraźnie jabłkowy z nutą świeżych owoców. Na pewno jest to trunek warty uwagi.

Teraz już wiem jak to smakuje.

Figi prosto z drzewa figowego

Facebooktwitterrss

Na pewno każdy z nas widział suszone owoce figowca pospolitego, na które potocznie mówimy figi. Ponieważ to drzewo przemarza, to nie rośnie w Polsce. Owoce trzeba przywozić. Do sklepów najczęściej trafiają suszone figi, ponieważ można je długo przechowywać. Dodatkowo owoce są dosładzane, dzięki temu jeszcze dłużej się nie psują. Tak właśnie mi kojarzył się smak figi – bardzo słodki i suchy owoc. Ale to błędne skojarzenie ponieważ świeże owoce smakują inaczej.

Figi czyli owoce figowca pospolitego
Figi

Figowiec pospolity w basenie Morza Śródziemnego jest uprawiany około 5000 lat. Przez  ten czas, na skutek odpowiedniego krzyżowania i doboru roślin, owoce się zmieniły. Teraz są większe i bardziej miękkie. Świeże figi są wielkości mandarynki. Jest uprawianych wiele odmian, które różnią się kolorem skórki, miąższu i smakiem. Owoce łatwo zerwać z drzewa, gdyż mają delikatny ogonek. Zależnie od odmiany i regionu dojrzewają od połowy lipca do końca września.

Skórka figi jest jadalna, chociaż ma „trawiasty” smak. Z większości odmian da się ją zdjąć palcami. Najłatwiej zacząć od strony ogonka. W środku owoc ma białą powłoczkę i czerwony lub żółty miąższ z ziarenek przypominających strukturę pomarańczy, ale nie ma ząbków. Niektórzy jedzą figi przełamując je na pół i wyjadając środek. Smak owocu zależy od odmiany i może być bardziej lub mniej słodki i soczysty, ale na pewno nie tak słodki jak owoce suszone. Cechą charakterystyczną wszystkich odmian jest brak wyczuwalnego smaku kwaśnego, przez co owoce mogą wydawać się mdłe.

Nad Morzem Śródziemnym figowce rosną zarówno w towarowych sadach jak i w przydomowych ogródkach. Tam często są traktowane tak, jak mirabelki w Polsce. Drzewo rośnie szybko i nie jest wysokie. Niestety jego drewno jest miękkie i gałęzie często się łamią na silnym wietrze. To nie jest długowieczne drzewo w przeciwieństwie do drzewa oliwnego. Figowce dają dużo owoców, które spadają na ziemię i gniją na chodnikach. Dlatego jest normalne, że turyści zjadają owoce z gałęzi wystającymi za płoty i właściciele nie mają tego nikomu za złe.

Teraz już wiem jak to smakuje.

Na obiad – japońskie pudełko lunchowe

Facebooktwitterrss

Rano idąc do pracy nie myślimy o obiedzie. Ale w trakcie dnia jednak głód bezwzględnie nas atakuje. W Polsce zwykle zabezpieczamy się kanapkami lub drożdżówkami. Czasami kebab jak jest blisko pracy. To nie jest najzdrowsze rozwiązanie. Nie wszyscy tak robią.

W wielu kulturach normalne jest kupowanie obiadu na wynos, na przykład po drodze do pracy lub w przerwie obiadowej. W Polsce to rzadkość i ceny często nie są dostosowane co codziennego jedzenia w ten sposób. A szkoda, bo ludzie, którzy zjedli coś na ciepło w ciągu dnia są zdrowsi i pracują wydajniej.

Japońskie pudełko lunchowe
Japońskie pudełko obiadowe

Przedstawiam wam japońskie pudełko lunchowe z wołowiną w sosie imbirowym, kurczakiem teriyaki i kurczakiem karaage. Wołowina jest smażona z kapustą pak-choi i imbirem. Ja bardzo lubię świeży imbir i ten smak bardzo mi pasuje. Kapustę pak-choi ciężko znaleźć w Polsce dlatego często jest zastępowana kapustą pekińską. Drugą część dania stanowi kurczak teriyaki. Jest marynowany w słodkim sosie sojowym i następnie smażony w woku. Według mnie odrobina słodkości pasuje do kurczaka, ale wiem, że nie każdemu to odpowiada. Trzeci składnik to kurczak karaage, czyli mięso w pikantenj panierce smażone w głębokim tłuszczu. To na pewno posmakuje wszystkim miłośnikom pikantnych skrzydełek. Całość została uzupełniona makaronem i udekorowana brokułem i majonezem.

Teraz już wiem jak to smakuje.

 

Tatar z polędwicy na przystawkę

Facebooktwitterrss

Tatar wołowy to klasyczna polska przystawka. Podstawowym składnikiem jest mielone mięso wołowe. W wersji premium jest to polędwica, ale na w zasadzie nadaje się każde, które nie ma żyłek, ścięgien i przerostu tłuszczu. Klasyczna wersja zawiera poza mięsem surowe jajko, siekaną cebulę i ogórki kiszone, no i oczywiście pieprz z solą. Teraz widzę, że coraz więcej osób udziwnia tatara przez nowe dodatki.

Postanowiłem spróbować wersji z kaparami, anchois i musztardą. Kapary są zbliżone w smaku do ogórków (ponieważ to kapary w occie), anchois jest niewyczuwalne. Natomiast musztarda mi bardzo nie pasuje. Zapewne dlatego, że jej ostry smak jest bardzo dominujący i nie pozwala wyczuć delikatności i naturalnych aromatów mięsa. Zatem nigdy nie dodam musztardy do tatara.

Teraz już wiem jak to smakuje.

Tatar z polędwicy wołowej
Tatar z polędwicy wołowej